Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 263 959 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
"Powstanie Warszawskie stanowi jedną z najbardziej tragicznych, lecz zarazem pięknych kart w historii Narodu Polskiego. To walka wyjątkowa w dziejach polskich i w historii wojen. Daje ona świadectwo bezgranicznego bohaterstwa, bezprzykładnego poświęcenia i to nie tylko jednostek, lecz całej zbiorowości. Podziw i szacunek wzbudzają słabo uzbrojeni powstańcy, stawiający czoło potężnemu przeciwnikowi, wyposażonemu w najnowocześniejsze środki walki. Imponuje postawa ludności cywilnej.Powstanie Warszawskie stanowi świętość narodową dzięki bezmiarowi przelanej krwi, ogromowi cierpień i poświęcenia" Leszek Szcześniak,"Historia. Polska i świat naszego wieku. 1914-1989" _______________________________________________________________________

Powrót do strony głównej

Przejdź do NOWOŚCI na stronie ---> kliknij tutaj!

Zdjęcia w galeriach.


Elegy on . . . (a Polish boy) - K.K. Baczyński

niedziela, 09 stycznia 2011 13:08

They kept you, little son, from dreams like trembling butterflies,
they wove you, little son, in dark red blood two mournful eyes,
they painted landscapes with the yellow stitch of conflagrations,
they decorated all with hangmen’s trees the flowing oceans.

 

They taught you, little son, to know by heart your land of birth
as you were carving out with tears of iron its many paths.
They reared you in the darkness and fed you on terror’s bread;
you traveled gropingly that shamefulest of human roads.

 

And then you left, my lovely son, with your black gun at midnight,
and felt the evil prickling in the sound of each new minute.
Before you fell, over the land you raised your hand in blessing.
Was it a bullet killed you, son, or was it your heart bursting?

 

March 20, 1944

 

From: Baczynski, Krzysztof Kamil. White Magic and Other Poems.
Bill Johnston translator. Green Integer, 2004.

 

'Elegia o Chłopcu Polskim'

 

Oddzielili cię, syneczku, od snów, co jak motyl drżą,
haftowali ci, syneczku, smutne oczy rudą krwią,
malowali krajobrazy w żółte ściegi pożóg,
wyszywali wisielcami drzew płynące morze.



Wyuczyli cię, syneczku, ziemi twej na pamięć,
gdyś jej ścieżki powycinał żelaznymi łzami.
Odchowali cię w ciemności, odkarmili bochnem trwóg,
przemierzyłeś po omacku najwstydliwsze z ludzkich dróg.



I wyszedłeś, jasny synku, z czarną bronią w noc,
i poczułeś, jak się jeży w dźwięku minut - zło.
Zanim padłeś, jeszcze ziemię przeżegnałeś ręką.
Czy to była kula, synku, czy to serce pękło?


Podziel się
oceń
19
3

komentarze (22) | dodaj komentarz

White Magic - K.K. Baczyński

niedziela, 09 stycznia 2011 13:06

Barbara stands at the mirror
of silence, and her hands reach
to her hair; in her body of glass
she pours silver droplets of speech.

And then like a water pitcher
she fills with light, and soon
she has taken the stars within her
and the pale white dust of the moon.

Through her body’s trembling prism
white sparks of music will leap
while ermine will creep through her
like the downy leaves of sleep.

Bears are rimed in its hoarfrost
with polar starlight imbued
and a stream of mice pours through it
in a clamorous multitude.

Till slowly she drifts into sleep,
filled all with milky white,
while time melodiously settles
deep down, in a tumble of light.

So Barbara’s body is silver.
The ermine of silence within
arches its white back softly
at the touch of a hand unseen.

January 4, 1942, three o’clock in the morning

Translated by Bill Johnson


Podziel się
oceń
5
1

komentarze (22) | dodaj komentarz

"Idylla kryształowa" - Krzysztof Kamil Baczyński

wtorek, 05 października 2010 22:53

Mały pastuszek tnie gałązki lip,
a gałązki są śpiewne jak flety,
są ptakami, przywierają do szyb
jak do oczu płaczącej kobiety.

Siano prześnione jest widmem i drży
w zielonej rosie wiolin.
To sny, ukochana z idylli, to sny.
W snach flet jak serce boli.

Mały pastuszek prowadzi stado
błękitnych smoków przez ugór z kryształu,
a smoki smutnie nad lasem się kładą
i w kołysanki układają ciało.

Potem do źródeł, gdzie gwiazdy jak jaskry
świt porastają cieniutko jak len.
Tam dogasają w wodopój jasny
oczy pastuszka i smoków sen.

Wtedy na flecie długim jak wiatr
pastuszek białą łanię wabi
w sen delikatny i wątły jak kwiat,
w sen wracający łzami.

Jak z drzwi otwartych - z świergotu cykad
przychodzi cień jak cień pochodni,
spełniony łanią czeka i wdycha
trującą, lipową melodię.

A nici wiolin wokoło zaciska
flet przemieniony w trzepot motyli,
niebo jak bańka napięta pryska,
pryska przejrzysta łania idylli.

Wtedy pastuszek gna smutne smoki
na krawędź nieba i długo wabi
swą śmierć samotną z czarnych obłoków
w sen wracający łzami.
(29 I 1941)


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

"Uderz" - Krzysztof Kamil Baczyński

środa, 14 lipca 2010 16:08
Oddycha miasto ciemne długimi wiekami,
spowiada miasto ciemne dawnych grobów żałość;
rozrąbane żelazem, utulone snami,
nie nasycone płaczem, nie spełnione chwałą.




Nie wierz, jeżeli ci się ulice pogłębią i staną się jak otchłań, w której śmierć się przyśni, powierz swą myśl mieniącym się nad nią gołębiom i obłokom kwitnącym jak gałęzie wiśni, i chmurom, które zawsze te same, tam, w górze, jak oblicze tęsknoty wykutej w marmurze. Nie wierz nawet pragnieniom, jeśli cię zawiodą nad brzeg spalonych domów i każą ci skoczyć przez wytłuczone okno do czarnych ogrodów, ażeby na zhańbione prochy - zamknąć oczy. Ale uwierz tym głazom, co z kamieni bruku jak psy zdeptane wyją i krwią ludu chluszczą, i rwą się nie pomszczone, i o bramy tłuką. O! niech ci one będą jako słowa ustom, niech ci wydrapią czułość z wzroku i krew z rany, abyś kochając wielu, sam był pokochany. O pij, pij te ciemności z zawalonych ruder, przyjmij w siebie to miasto gromów, które biją, tych Kilińskich, Okrzejów, jak oskardy trudu, i kiedy runą w bruki - niech w tobie ożyją. Stań się krzywdą i zemstą, miłością i ludem. O! chwyć za miecz historii i uderz! i uderz! luty 43r.

Podziel się
oceń
1
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

"Nie to, co mi się śniło..." - Krzysztof Kamil Baczyński

niedziela, 04 lipca 2010 22:13

Nie to, co mi się śniło,
alem co krwią przepłakał,
to widzę, gdy się schylę
nad wodą, w której ptaki
kreślą węzły daremne,
które nie zwiążą bólu
ani mi świat utulą,
ale się plączą ciemne,
ale mi grób rozwiną
i rozwijając - miną.
ten świat, gdzie widzieć chciałem
roślinnych linii mądrość,
gdzie kształty ukochałem
i duchy wszystkich rzeczy,
ten świat, co miażdżąc leczy,
a ginie razem z ciałem,
ten świat czy mi się wyśnił
jak biała gałąź wiśni,
jak tylko wiew anioła,
a potem krwią się polał?
Czym ja rycerzy widział
tam tylko, gdzie się buta
jak chmura ciężka toczy,
czym ja miłości patrzył
przez snem zasnute oczy?
A teraz świat-pokuta
wystąpił rzeką z brzegów
i czy tak znów nauczę
mądrości albo chłodu
niewypaloną młodość?
Trzeba było miłości
po jednej tak odrywać,
pragnienia krwią nazywać,
przywykać tak do rzeczy,
jak mi je Bóg zaprzeczył.
Aby się stała żywa
ziemia ciężka jak zwierzę,
w którą już teraz wierzę,
której bólem nie przegnę,
miłością ledwo sięgnę.
Trzeba mi było w ludziach
znajdować głaz po głazie,
aby mnie trzykroć raził
blask niebiosów ogromnych,
abym się w nocy budził,
w powietrzu szukał, wołał
płonących ust anioła.
Trzeba mi było jeszcze,
żem wierzył w ludzkie czyny,
aby opadły deszcze
od noży bardziej ostre,
aby porosły winy
jak suche, gorzkie osty,
abym jak wiór ognisty
spłonął w oddechu nocy,
bym teraz rozwarł oczy,
bym teraz wierzyć umiał
w to, co lżejsze niż ziemia,
w to, co się nie przemienia.
23 IV 44 r.


Podziel się
oceń
2
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

"Nie to, co mi się śniło..." - Krzysztof Kamil Baczyński

niedziela, 04 lipca 2010 22:12

Nie to, co mi się śniło,
alem co krwią przepłakał,
to widzę, gdy się schylę
nad wodą, w której ptaki
kreślą węzły daremne,
które nie zwiążą bólu
ani mi świat utulą,
ale się plączą ciemne,
ale mi grób rozwiną
i rozwijając - miną.
ten świat, gdzie widzieć chciałem
roślinnych linii mądrość,
gdzie kształty ukochałem
i duchy wszystkich rzeczy,
ten świat, co miażdżąc leczy,
a ginie razem z ciałem,
ten świat czy mi się wyśnił
jak biała gałąź wiśni,
jak tylko wiew anioła,
a potem krwią się polał?
Czym ja rycerzy widział
tam tylko, gdzie się buta
jak chmura ciężka toczy,
czym ja miłości patrzył
przez snem zasnute oczy?
A teraz świat-pokuta
wystąpił rzeką z brzegów
i czy tak znów nauczę
mądrości albo chłodu
niewypaloną młodość?
Trzeba było miłości
po jednej tak odrywać,
pragnienia krwią nazywać,
przywykać tak do rzeczy,
jak mi je Bóg zaprzeczył.
Aby się stała żywa
ziemia ciężka jak zwierzę,
w którą już teraz wierzę,
której bólem nie przegnę,
miłością ledwo sięgnę.
Trzeba mi było w ludziach
znajdować głaz po głazie,
aby mnie trzykroć raził
blask niebiosów ogromnych,
abym się w nocy budził,
w powietrzu szukał, wołał
płonących ust anioła.
Trzeba mi było jeszcze,
żem wierzył w ludzkie czyny,
aby opadły deszcze
od noży bardziej ostre,
aby porosły winy
jak suche, gorzkie osty,
abym jak wiór ognisty
spłonął w oddechu nocy,
bym teraz rozwarł oczy,
bym teraz wierzyć umiał
w to, co lżejsze niż ziemia,
w to, co się nie przemienia.
23 IV 44 r.


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

"Starość" - K.K. Baczyński

wtorek, 04 maja 2010 0:09

Wiersz wszedł do własnoręcznie wykonanego przez poetę tomiku pt. Śnieg z wigilijną dedykacją "Ukochanej matce dn. 24 XII 1941r". Wiersz ten to dowód wielkiej dojrzałości poety. Jak sam komentuje to poeta "wiersz ten to spojrzenie w odległość w chwili, kiedy w tej odległości przebywałem. Byłem przez ten ułamek sekundy stary i zdążyłem zanotować. Wierszem <przeczuwającym> była Śmierć samotna, ale zdaje się, że sprawdzenie się już nastąpiło. Wtedy przeczułem opuszczenie"*

Otom szary od pyłu tylu wieków,
a zawsze na osiodłanej chmurze.
To sny te miasta wołające: "Człowieku!",
to rzeczywistość: kiedy oczy zmrużę.
Otom tak w drodze długiej zmalał,
że sam ledwo widzę swoją postać.
Tylko dudnią szkice elementarnej chwały.
Śmierć mi wszystkie drogi zarosła.
I coraz mniejszy jestem - jak gwoździk,
ostatni gwoździk - mówią - do własnej trumny.
Trzeba aż tyle nocy płakać z głupoty
i teraz dopiero - mówią - rozumny?
kwiecień/maj 41 r.

* W. Budzyński "Kiedy się miłość śmiercią stała"


Podziel się
oceń
2
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

*** (Zamierzchły smutek, łowiąc echa...) - K.K. Baczyński

piątek, 23 kwietnia 2010 0:18



Zamierzchły smutek, łowiąc echa marzeń,

zapuszcza w niebo swój niewód,

gdy zmierzch jesienny kładzie nam na twarze

wilgotne liście powiewu.

Skończone łowy. Zachód uniósł w morze

krew pokonanych jeleni.

W leśnych ostępach ściele znów bezdroźe

mgła, szarooka Artemis.

Błysnęły gwiazdy - rozpłakane światła

umarłych bogów i plemion.

Jak Antygona nad zwłokami brata

noc się pochyla nad ziemią.

16 kwiecień 1942


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

"Jesień pragnień" - K.K. Baczyński

czwartek, 22 kwietnia 2010 9:53



Wiatr kuje szyby, trzeba się ciągle żegnać
i szukać lasów pociętych uporem na przestrzał.
Wiatr kuje szyby: po młocie młot,
młoty.
Wzdęte liście zawilgły od łez lokomotyw.
I marszem świat wygasły dławi od powietrza,
i ciężar nieba: trzeba się ciągle żegnać,
a tutaj odlot pragnień co noc niełaskawszy,
a tutaj tępa pamięć, której się nie zaprzesz.
Dalej, dalej jest okrzyk drogi niewzruszony,
odloty wiecznych odlotów wokoło.
Na wielkim dębie nocy wiszę sam zgubiony,
na wielkim dębie nocy nieodpadła żołądź.
Trzeba się ciągle żegnać z powietrzem ostrzejszym od kwarcu,
z wiaduktami oddechów z obumarłych alej.
Trzeba się ciągle żegnać krzyżami przy drodze.

A dalej w głębi nocy powrót mi się pali.


Podziel się
oceń
2
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

"Noc samobójcza" - Krzysztof Kamil Baczyński

czwartek, 22 kwietnia 2010 9:49

Ta noc bez pożegnania, noc bez gwiazd, noc bez ruchu,
Długo mi wiatr histeryczny tłumaczył epilog najprostszy,
aż oto śmierć dzisiejszą ciężko bijąc ukłuł.
Jestem bezradny jak motyl, motyl nabity na ostrze.

Rzeka: przez okno widać, stanęła i czeka.
Przez okno widać miasta nasunięty witraż.
Na wierszach ślady krwi. Nie przeczytasz
przeżytych epopei. Nie zobaczysz ani jednego człowieka.

Odpływam nocą najstraszniejszą, a dokąd -
- już wszystko jedno, oczy zamkną odwroty w życie jak drzwi,
ręce jak drewno, ręce jak drewno, ręce jak drewno.

Już spod nóg stoczył się świat
wąskim strumykiem krwi
i tylko czarne szkielety mebli płynąc ode mnie wokoło stoją
a jutro rano jak dziś:
przyjdą na okno małe wróble
i nie spłoszone obejrzą śmierć zastygłą w moim pokoju.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

"Prezentacja" - Krzysztof Kamil Baczyński

środa, 14 kwietnia 2010 22:51

"Prezentacja", ironiczny wierszyk, w którym Krzysztof napisał sam o sobie. Pierwszy raz drukiem ukazał się w 1967 roku w ksiażce "Żołnierz, poeta czasu kurz". Dedykowany był Jerzemu Andrzejewskiemu.

Jestem Symeon - pelikan,
urodziłem się pod znakiem Wodnika,
stąd mam skłonności do mętnej poezji,
do mistyki i paramnezji,
stąd nawet nie wiem, czy mam dwa dni,
czy rok, czy mi się tylko wszystko śni.
W ogóle:
cierpię na długiej mojej szyi bóle.
Czasami:
żywię się witaminą D i węglowodanami.
Mile:
rozmawia się tylko z Jerzym A. i z krokodylem.
Często:
byle g... jest już dla mnie klęską.
Zawsze:
(taka już moja uroda) krzywo na ludzi patrzę.
Proszę jeszcze, przyjm mnie dobrze sercem całym,
bo jestem bardzo nieśmiały

Symeon


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

"U niebios rozkwitających" - Krzysztof Kamil Baczyński

wtorek, 13 kwietnia 2010 21:45

Wiersz napisany przed ślubem a następnie umieszczony w tomiku Wiosna 1942, który Krzysztof ofiarował swej ukochanej Basi na zakończenie miodowego miesiąca. Podobny tomik "Wiosna 1942" również był dedykowany matce. Krzysztof starał się równo obdarowywać owocami swego talentu bliskie mu kobiety. Zakochał się i ożenił z dziewczyną, której jego matka nigdy nie zaakceptowała. Między Basią i teściową odbywała się walka o Krzysia. Basia skarżyła się nie raz na stosunek teściowej do jej osoby, aż w końcu pani Stefania, nie chcąc rozbicia małżeństwa syna, przeprowadziła się do Anina.

Młody dąb jak woda w górę
tryska. Ptaków jasne koła.
Dotykalna dłoń anioła
dzieli chmurę.

Wąski strumień, wąż roślinny,
ziemię jeszcze raz obejmie,
czas jak obraz z nieba zdejmie,
taki płynny.

Dzbany mleka - ciała żywe
jakże krzepko łączy w owoc
strop wysoki ponad głową,
chóry lasów tkliwe.

Dana ci ta glina giętka,
oczy z ognia i rozumne
i jak pług dzieląca ręka;
posąg sczynisz nią czy trumnę?

W blasku cały postawiony,
nim rozróżnisz blask wszechrzeczy,
z mdłego ciała cię uleczy
nienawistny, przesądzony.

A mieć ciało, duszę jako
słup żelaza - to nie znaczy
przejść jak po szkle - po rozpaczy,
ale niebo unieść ptakom,

ale dom unosić w górę:
mrówczy dom i ludzki kościół,
nazwać wreszcie czas miłością,
dosiąść chmurę.

Wtedyś ziemi pobratany,
kiedy trud największy wzniesiesz,
gdy choć jedno drzewo w lesie
nie odcięte, zbudowane.

Jakąż w ptaków czas, na gody
szatę włożyć? może z gwiazdy?
jakiż uśmiech, a przyjazny?
czapkę chyba z drzew i wody?

A my mali tacy, dumni
u tych niebios pełnych liści,
u tych świateł. W nienawiści
na cokole smutnej trumny.

A my tacy we krwi cali,
wciąż bez wstydu - boskie dzieci.
O, niech anioł nie uleci,
nimśmy jeszcze tacy mali.


Basia Baczyńska z Drapczyńskich


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

"Wielkanoc" - Krzysztof Kamil Baczyński

piątek, 02 kwietnia 2010 20:13

Sklepienie - chwila - a niebo rozsadzi,
jest jak pierś w górach coraz szersza, niosąc
strumień biały, rzucony jak ogień z powały,
który jest słońca promieniem i głosem,
a w nim gołębie krążą znacząc ślady lotu
i jak pył w świetle cichym zmieniają się w złoto.

Takich świątyń gotyku jest w powietrzu wtedy
jak lśniących bąków, które krążą z bliska,
unoszących spalone wiekami szkielety
i spokojnych, wyniosłych jak nieba kołyska
na ziemi, gdzie pielgrzymem jest na placach ludnych
każde drzewo, a świętym każdy człowiek smutny.

Ten czas jak w chwilę grozy przemieni się? Znacząc
coś ponad ludzkie zgliszcza i twarze, co w głodzie
mają pozór stłuczonych kryształów i płaczą,
i jeszcze płaszcz gwardyjski z fantazją uniosą,
i jeszcze łzy kryształem, a krew nazwą rosą,
i jeszcze wznios ą ramię i nazwą kościoły,
choć im się zdają jakby z róż na poły
z krzyżami budowane. O ty kraju! w tobie
ja znam za wiele oczu, które się dopalą,
nim w nich ogień poznają, gdy proch stoczy w grobie,
i zbyt wiele znam świątyń, które się rozwalą,
nim im świętość przydadzą jak koronę królom.
O ty kraju! ja jestem bólem twoim bólem
i krwią krwi twojej białej - pszenicy łanowej,
i krwi twej purpurowej, co jest w twojej mowie.
Więc znów ten czas powraca, a co z nim co? gdy ziemia
huczy w nim na kształt miecza i na kształt płomienia
jak z michałowych mieczów liść spadły jak z drzewa,
który na ziemię lecąc - pali, nie ogrzewa,
i wygania raz drugi, jak wtedy, z bram raju.
Tak nam przemienia ziemię i serca w tym kraju,
w którym wszystko zmienione na popiół - wytrzyma
i będzie jak czuwanie skutego olbrzyma,
i będzie, gdy zawoła czas i znów dorosną
nowe w czerwień jak zieleń drzewo każde wiosną.
Więc zawirują kształty najczystszych przeznaczeń,
które staną się światłem, chociaż są rozpaczą,
które wzniosą się z trwogi, bo w trwodze się staną
jedną z tych pięciu - odkupienia raną,
jedną z tych pięciu - co głowami płaczą,
jedną z tych pięciu - tą w serce zadaną.

I kto jest człowiek tylko i cierpiał w tej ziemi,
będzie skuty z jej śmiercią i jej przebudzeniem,
i choćby w niej umierał jak nędzarz - to zbudzi
po cierpieniu, w powstaniu powstawanie ludzi
i sam jak człowiek wzejdzie, i sam krew przebaczy,
bo wie, co znaczy skonać i cierpieć co znaczy.
I niech się święci w świetle wirowanie pyłu,
i niech się święci ten dzień, co jest miłość,
ten dzień, co niósł na sobie przez trumny i ruchy
złożenie w grobie ciałem, a wstawanie duchem.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

"W każdej przemianie podobna..." - Krzysztof Kamil Baczyński

czwartek, 25 marca 2010 23:14

W każdej przemianie podobna kręgowi czasu,
jak rok obracasz się stojąc i jeszcze stąd
widzę cię na równinach, górach i grzywach lasów,
w które światło nalewasz dzbanem splecionych rąk.
I morzu podobna przenosisz odbicie wszystkich pogód,
które płyneły i grały w mosiężne kotły chmur.
Dłonią poruszysz - jest zima, uśmiechasz się - to jesień
ciernie uczyni z głogów wianiem miedzianych piór.
W jabłkach dojrzewasz i zieleń wypełniasz żółtym sokiem.

Uchwycę powietrze dłonia - to jesteś każdy krzew
i każdy ptak na modrzewiu
albo muzyki obłokiem
i złotą strugą drzew.

Ach, płoną drwa na kominach i sanie suną w puch,
kot przeciągając sie mruczy, wzdyma się w giętki łuk.
Ty jesteś w rzece i w każdym ruchu odbity twój uśmiech.

Obudź się śniegiem, polaną, zmień się w danieli róg,
pod wieczór będziesz ciałem i w moim ciele uśniesz,
a rano znów się obudzę, miną znużeni ludzie,
znajdą na mojej piersi uśpiony biały głóg.

                        11 II 1942


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

"Piękno" - Krzysztof Kamil Baczyński

czwartek, 25 marca 2010 23:07

 

O ty! Piękno konia, w którym grają
jak włókna traw lotnych żył sploty,
albo ty, gwiazdo wyrzeźbiona w gotyk,
albo ty, barwo w data burzy.
Czymże jesteś, czy grzechem, czy Bogiem?
Oto gałąź, która cieniem na piasku
tak odbija się, a słychać szelest,
jakby była tą zieloną w górze.
Oto smutek w oczach dziecka, który
ma pozory listków w data zagłady,
a jest słodki niezdarnym ramieniem
i tak groźny nawałą tych klęsk.
Oto taniec pyłów, to zwierzęta
odchodzące w dół do wodopoju
omijają zapatrzonych świętych,
którzy trwają u wrót nie domkniętych.
Oto ona, ukochana - widać,
gdy zanurza ramiona w strumieniu
i jest żalem z niemożności nazwań
i jest światłem układanym w kształt.
Czymże jesteś, czy grzechem, czy Bogiem
w niezliczonym kształcie jak przyczyna,
jak wiecznego zapatrzenia wina?
Jesteś grzechem i Bogiem, bo jesteś
ciałem giętkim, deszczem i powietrzem,
i zachwytem poprzez kształt i nad nim,
jesteś grzechem i Bogiem, bo jesteś
tym, co się najwięcej ukochało.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

"Jesień 41 r" - Krzysztof Kamil Baczyński

czwartek, 25 marca 2010 23:04

 kiedy okręt walczył - siedziałem na maszcie.
kiedy tonął - z okrętem poszedłem pod wodę
Słowacki: "Testament mój"

Gdy ciało się dopali, pozostaną oczy -
gwoździe na wieku z hebanowych chmur.
Wyjdzie dzwonnik - zmarszczony jak jesienna ziemia,
długie nogi wisielców pociągnie jak sznur.

I grom się stoczy z nieba jak jabłko,
a deszcz jak stado kruków będzie rzekę szarpał,
pęknie drzewo zielone - moja smutna harfa.
jak pies zawyje za mną wierna pieśń.

Wtedy weźcie pomniki i rzućcie jak kamień
czasów martwych w dno nieba, w czarny marmur rzek
i przymarzłe do pracy utnijcie mi ramię
jak gałąź, aż wytryśnie z niej zieleń i krew.

Żeśmy w objęciach trupów spali, to już znacie
śmierci profil zastygły i ostry jak nóż.
Żeśmy po schodach szli z czarnych ciał braci,
to weźcie szmatę ciała i rzućcie razem - w gruz.

A oczy mi wydrzyjcie i potoczcie dalej
jak ołowiane kule - podpalcie nimi wiatr,
by w czaszki nagie gwizdał - i niech tak się pali,
aż serca wam spopieli - i wyjmie z nich świat.


Krzysztof Kamil Baczyński
październik 1941 r


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

* * * [Kobieta, którą kochałeś, upłynęła w listy] - Krzysztof Kamil Baczyński

czwartek, 25 marca 2010 23:03

Kobieta, którą kochałeś, upłynęła w listy,
spotykasz ją w szybie każdego tramwaju.
Gdy odpoczywasz pod przydrożną gwiazdą,
w ciszy zmęczeni odwagą przechodnie
przystają.

Nie śpiesz, zostaniesz zagnany w zaułek,
nie nadążą już stopom wysadzone mosty.
Daleko oknom dośpiewano światło:
to palce wydłużone w wiotką melancholię
układają Szopena w akrostych.

39 r., grudzień


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

"Elegia" - Baczyński Krzysztof Kamil

czwartek, 25 marca 2010 23:02

Ojcu
To odwaga - życie wzdycha tak ciężko
w pokoju opustoszałym z myśli
który każdy dzień czyściej
wygładza dla nich ze zmarszczek.
Jest pusto puściej dnia chodzącego bez Ciebie
ulicą obojętną kurzem jak co dzień.
I każdy dzień chodzi aleją przerażeń
i każdy jest jak obcość wybuchająca w codzienność.
Jak przechodzień
mija przyjaźń która odwisła od zdarzeń.

W pociągach pustych od smutku
wypatruję: nie dźwięczysz nadchodzący jak radość.
Odległej - noce których nie wiem.


Czekam: parostatki zielonych dni rzekami wracają
o pokładach wyblakłych jak otchłań
bez Ciebie.
I każdy pokój który już głuchnie jak kroki
jest pełen słów moich nie powiedzianych
rozstrzelanych przez wystrzały okien
i pełen myśli moich nie wybuchłych.


Za oknem
świece wypalonych drzew chłodną
deszcze letnie wybuchają łzami
i słyszę -
muchy roznoszą brzęczenie jak Twoja samotność.

sierpień 1939


Podziel się
oceń
2
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

"Warstwy" - Baczyński Krzysztof Kamil

czwartek, 25 marca 2010 22:59
Z pętli latarń jak wzrok ku tobie oderwać?
Oto miasto umarłe od żalu.
Ulicą przechodzi ślepy pies dozorcy,
a różowe suknie wracają z balów.
Lokomotywy jesienią żółkną i sypią liście.
Po szynach zardzewiałych jaki pociąg odejdzie?
Oto mali chłopcy przynieśli nóż i słońce maszyniście,
a pusta drezyna brzęcząc odjeżdża bezludna
i w pędzie
obrywa sczerwieniały liść - semafor.
Z szynku poeta wychodzi niosąc kota zabitego przez pijanych.
Kobiety są obce, obce jak stare fotografie ciotek.
Omijam zmierzch, idę po ciebie w małą zmyśloną uliczkę,
gdzie klon jesienny opada najprawdziwszym złotem
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

"Żal" - Baczyński Krzysztof Kamil

czwartek, 25 marca 2010 22:58

Pościnano drzewa światowidom,
ścięto głowy buntom dziecięcym,
bo nie przyjdą anioły z ptasich puchów, nie przyjdą.
Oto nóż szafotów do chleba. Cóż więcej?

Zatroskane madonny mdleją;
jakbyś podniósł ziemi upiorną powiekę,
więc żal mi, żal, bo świat to żal
za utraconym człowiekiem.


Podziel się
oceń
2
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


wtorek, 22 sierpnia 2017

Licznik odwiedzin:  283 862  

Pamiętamy...

Zawitało gości: 283862
Poezja powstańcza
  • liczba: 457
  • komentarze: 625
Ranni Różą
  • liczba zdjęć: 76
  • komentarze: 14
Bloog istnieje od: 2801 dni
Osób online:

Wizytówka


Lacrima Noctis

W świecie poezji czuję się jak ryba w wodzie. Specjalizuję się w średniowiecznej literaturze francuskiej i włoskiej. Pracuję jako tłumacz języka włoskiego. Bliska memu sercu jest poezja okresu okupacji (zwłaszcza powstańcza). Oddaję w wasze ręce bloga, gdzie znajdziecie wiele chwytających za serce wierszy będących dowodem nie tylko literackiego kunsztu, ale również bohaterskiego oddania ojczyźnie. Pozdrawiam PS: Wszelkie pytania, prośby czy uwagi odnośnie strony proszę wysyłać na adres: zeraphine@vp.pl

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Uwaga!

Wszelkie pytania, prośby czy uwagi odnośnie strony proszę wysyłać na adres: zeraphine@vp.pl

PS: Moja strona nie wspiera żadnego ugrupowania politycznego!

Kalendarz

« sierpień »
pn wt śr cz pt sb nd
 010203040506
07080910111213
14151617181920
21222324252627
28293031   
Teksty i informacje na stronie zostały zaczerpnięte m.in. z...
"Warszawa Baczyńskiego" W. Budzyński, "Testament Krzysztofa Kamila” W. Budzyński, "Taniec z Baczyńskim” W. Budzyński, "Miłość i śmierć Krzysztofa Kamila" W. Budzyński, "Ranni różą: Poeci walczącej Warszawy" Antologia, "Sylwetki polskich pisarzy współczesnych" L.Bartelski, "Pieśń niepodległa. Pisarze i wydarzenia 1939-1942" L.Bartelski, "Ojczyzna z drżącego płomienia" T. Gajcy, "Pamiętniki żołnierzy baonu "Zośka": Powstanie Warszawskie" praca zbiorowa, "Pamiętnik z powstania warszawskiego" M.Białoszewski, "Warszawski pierścień śmierci 1939-1944" Władysław Bartoszewski, "Poezja Polski walczącej" Jan Szczawiej

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

O moim bloogu

Powstanie Warszawskie oraz poezja poetów tamtego okresu (i nie tylko): K.K. Baczyński, T.Gajcy, M.Białoszewski, W.Bojarski, K.Krahelska, W.Mencel, Z.Stroiński, A.Trzebiński i inni...

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Polecam...

Photobucket Photobucket Photobucket Photobucket

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Bloog.pl