Bloog Wirtualna Polska
Są 1 273 494 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
"Powstanie Warszawskie stanowi jedną z najbardziej tragicznych, lecz zarazem pięknych kart w historii Narodu Polskiego. To walka wyjątkowa w dziejach polskich i w historii wojen. Daje ona świadectwo bezgranicznego bohaterstwa, bezprzykładnego poświęcenia i to nie tylko jednostek, lecz całej zbiorowości. Podziw i szacunek wzbudzają słabo uzbrojeni powstańcy, stawiający czoło potężnemu przeciwnikowi, wyposażonemu w najnowocześniejsze środki walki. Imponuje postawa ludności cywilnej.Powstanie Warszawskie stanowi świętość narodową dzięki bezmiarowi przelanej krwi, ogromowi cierpień i poświęcenia" Leszek Szcześniak,"Historia. Polska i świat naszego wieku. 1914-1989" _______________________________________________________________________

Powrót do strony głównej

Przejdź do NOWOŚCI na stronie ---> kliknij tutaj!

Zdjęcia w galeriach.


"Na progu" - tadeusz Gajcy

środa, 01 września 2010 23:05

Już jutro może nie ostygłym
od łuny okiem będę musiał
ogarnąć świat i spojrzeć wprost
na nieba lot i tęczy most; -
już jutro może dym jak widły
zapachnie chlebem, ognia rózga
wysokim kwiatem w ogród spadnie,
a ptak, co w smutku miał mieszkanie,
odmiennym szeptem zamknie sen.

I kiedy będę musiał dotknąć
miłosną ręką drzew tych samych,
położę na nich gniewną pięść.
A kiedy nad mą samotnością
przyjdzie mi słowa jak kolana
radośnie zginać, sercu ufać
i słuchać echa, w którym głos
jak broń oddzwania albo kość,
warga otworzy się jak lufa.

Jak jabłoń obłok w oknie stanie
i szepnie - śpiewaj, szepnie - wróć.
Niech głos wysmukły drży jak łódź,
bo to odmienne jest kochanie.
Już jutro może kwiaty grube
pochłoną cię i czas zapomni,
gdy nad twą wiosną tęczy supeł
nad spiż wspanialszy i nad pomnik.

I w dłoni ciepłej twarz ukryta
zacięży nagle, kropla ust,
jakbym na wardze łunę niósł,
zabarwi sen wśród ptasich gitar,
stwardnieje kora pod dotknięciem
czerwonych palców. Lekka kość
jak dziewann żółtych wonny włos
uśmiechem pozna mnie męczeńskim.

I szepnie - śpiewaj, szepnie - idź.
Nie tobie lekkim słowem kochać,
lecz stać nad czasem tym jak krzyż
i znaku czekać znów w obłokach.
Bo jestem tutaj płodnym pyłem,
by miłość rosła, kiedy runą,
i trwoga wielka, gdy zabijać
będą wpatrzeni w zbrojne jutro


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

"Oczyszczenie" - Tadeusz Gajcy

poniedziałek, 19 kwietnia 2010 13:46
światłu temu schodzący w obraz 
jestem drzewem czy ptakiem ślepym? 
Błyskawicy srebrnej koronka 
cień mój toczy wysmukłym niebem. 
Więc ruchliwą twarzą zwrócony, 
gdzie odległy już piorun stąpa 
ręce moje jak dwa liście klonu 
na ogniste kładę niebiosa. 

Będę trwać tak pół-człowiek, pół-drzewo 
na cierpliwej powietrza wadze. 
Kiedy serce ułoży mnie siwe 
w miejscu światła, gdzie lśniącą kładzie 
kość jak cacko - Bóg z uśmiechem dziecka - 
będę tylko już drzewem bezlistnym, 
a zły ogień jak krucha owieczka 
pójdzie dalej niewinny i czysty. 

Jakąż wtedy otrzymam własność? 
Zejdę niżej - a kamień i próchno 
nowe niebo utworzą, by zasnąć. 
Chłodne niebo i smutne. Gdy w górę 
pójdę - obszar bez granic mnie wchłonie 
i stanie nagle się światłość 
mała jak okna płomień. 
Chłodny płomień i smutny. 

Będę trwać więc niebu na przekór 
w obraz idąc wspomnieniem bosym: 
dzwonił gromko na piaszczystym brzegu
w liściu chmury jak żołądź - kościół. 
Gołąb z gipsu tam mieszkał nad lustrem 
wody świętej, co spadając ostro 
na me czoło i dziecięce usta 
słowo małe uczyniła siostrą.

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

"Bajka druga" - Tadeusz Gajcy

piątek, 09 kwietnia 2010 21:55

Konie gradem bułanym
rozdwoiły tętent -
Nad strumieniem za siedmioma lasami
myły pieniste ramiona boleściwe panny
żalem zdjęte.

Siedem tęcz w uszach miały,
siedem zmierzchów nad rzęsą,
nad strumieniem za siedmioma górami,
za ciszą leśną.

A w komnatach szklanego zamku
o zamyślonych kolumnach
więdły kwiaty z płonącego laku
nad trumną.

Jabłko w trumnie leżało
pomarszczone jak twarz,
zapach bardzo był mocny,
więc przymykała oczy
pałacowa straż.

Za oknami jasnymi
na stołeczkach o nóżkach złoconych
siedmiu garbusków patrzało w wędki -

Przekrzywiły się na głowach porcelanowe korony
ku pannom żalem zdjętym.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

"Przejście" - Gajcy Tadeusz

czwartek, 25 marca 2010 22:53

  

Za grotem mej dłoni - tam przestrzeń wiecznie blada,
w której przejrzysty księżyc jest
jak fragment białej chmury albo anioła sandał
zgubiony na powietrzu. Nieść
cierpliwie trzeba obraz kończący się u wrót
nikłego horyzontu - lecz dłoń przegina ciężar
i ciało błyska trwożnie, kiedy obłoczny strój
opada bez szelestu i dana jest wiedza
tym dłoniom, które niosą,
tym ciałom, które drżą:
nie przejdziesz cienia ręki powietrzem niby mostem
i w obraz się zamienisz twych ojczystych stron.

Więc włosy będą - płomień lub ognisty krzak.
A ręka, która światło zbierała jak owoc,
odrośnie nagłym słupem i głąb fioletową
roztrąci dzwoniąc w okna, za którymi ręce,
człowiecze ręce w płomień zanurzone świecą.
I jak źródełko rtęci w twej piersi będzie serce
pulsować krwawym łukiem spadającym w wieczność.
Więc stopy będą kamień u pielgrzymiej drogi,
która początku nie ma, nieznany jej kres,
lecz oczom jest jak piorun w schyleniu pokornym
zmęczonej ciężkiej głowy. A nad nią księżyc jest
jak fragment białej chmury albo anioła sandał
w przestrzeni zawieszonej do palców, których cień
rysuje krzyż radosny i nad głową splata
pięć gwiazd oznajmujących twą konieczną śmierć.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

"Chwila biblijna" - Gajcy Tadeusz

niedziela, 21 marca 2010 11:49

Na przystanku tramwajowym jak u studni czeka

apostoł płomienny,

kiedy stopy najłagodniej oderwał od ziemi

policjant o dostojnych powiekach.

 

Tłum nie widział apostoła, który był obdarty

i modlitwę rwał palcami łapczywie jak mięso -

lecz zastygał pod pałeczką - czerwoną od żaru,

gdy dzieliła sprawiedliwie świat pomiędzy grzesznych.

 

Skradały się do niej korne

zwierzęta na kołach,

lamy, wilki, płoche kozy -

strasząc apostoła.

 

Z głębokości wielkich domów

ślepe kraby wyszły

za nim i grzechotały ogony

rude jak lisy.

 

Spod daszka jak niebo czarnego

patrzał Bóg i w wymiarach je znanych umieszczał.

 

I apostoł nie był bezpieczny.

Ledwie ujrzał: skowronkowa Agnieszka

wysiadała z sześciennego powietrza.

 

Po niego.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

"Opowieść z innego świata" - Gajcy Tadeusz

niedziela, 21 marca 2010 11:39


Śnieg jak posąg ramionami trzymał

chmury kredkę i wychodził świat

długi bardzo jak rzeka lub szyna

w drzewach krągłych jak paciorkach lamp.

 

Woda ciekła, gdy cedrową arką

jak zabawką - człowiek świat nawiedził

i leżące pod ziemią w letargu

budził rysie, sarny i niedźwiedzie.

 

Potem palcem wskazującym dotknął

piersi własnej otulonej liściem

i wywołał z niej dobrą samotność

i łzę pierwszą na ciemny policzek.

 

Ptactwo nieme dotychczas jak ogród

zwolnił z łodzi, kwiat ulepił z mułu

i cień trysnął spod ziemi, gdy w mroku

dotknął nieba szumiącej kopuły.

 

Świergotał śnieg już prędzej,

góry przenosił i las,

a on oczy dziękczynne jak ręce

wtapiał milcząc w wyblakły czas.

 

Przerażony zarysem tylko

głębi mocnej, co ciałem targa,

grudki serca zielonym motylom

pozazdrościł zgubiony w barwach.

 

Nie mógł. Słowem tę przepaść mierzył,

wiosło skruszył o fali skręt,

kiedy w górze jak okręt lub zwierzę

zawarczała smolista brew.

 

Zwarte czoło jak proporzec podniósł,

a już grom szedł po dźwięcznych kamieniach

i z łaskawej podawał mu dłoni

słodki napój i tym go napełniał.

 

Po raz pierwszy ramion dwojga ster

ciął powietrze bluźnierczo, i nogi

jak łuk bramy zaryły się w krę

ziemi, której zwiastowano ogień.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

"Przyjacielowi w drodze" - Gajcy Tadeusz

niedziela, 21 marca 2010 11:32

Markowi Chmurze

Patrzysz nisko i spojrzenie srebrne

oczu twoich jest radosnym światłem

w drodze naszej odmierzanej sercem

jak księżycem. Puszyste od wiatru

płyną drzewa przed nami pod powietrza nurt,

wieczór jak dno studni mały jest i lśniący

i głów naszych w gałęziach kołyszą się kolce,

i pył roślinny wstaje u znużonych nóg.

 

Niejeden dzień, niejedno słowo

mamy za sobą w drodze naszej

i kędzierzawy w górze obłok

jak piana morska zna już krok,

co mijać chce i być żelaznym,

a ciągle jak łodyga miękka

gnie się, gdy wiatru rączy prąd

 

uderza nagle. Żył zatoki

na skroniach słona krew porusza

i nie ma miejsca już na laur,

choć piorun spada, bronie grają

i śpiew podnoszą młode usta.

I piórem ptasim ogień lśni się

ponad wzorzystym snem człowieka.

 

I nas splecionych jak uściskiem

spojrzeniem mocnym - niesie wiernie

przez trudny dzień, oporne słowo,

gdzie sen otacza jak ramieniem

i bezimienna ziemia lekka

wydaje kwiat spryskany sercem.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

"Modlitwa za rzeczy" - Gajcy Tadeusz

niedziela, 21 marca 2010 11:30

Uspokój serca zegarów,

zmęczone są -

żarówkom przygaś powieki, za długo patrzą na nas,

tramwajom pozwól odpocząć,

niechaj nie drepcą wciąż

i domom zabroń się wspinać

w miastach obłych jak w dzbanach.

 

Zdyszanym kołom pociągów

kwietny spoczynek nakaż,

płuca motorów napełnij ciszą wonną od gwiazd,

trupim wydechem spalin

niech się więcej nie żali

kominów wysoki pochód w nieodgadniony czas.

 

Sprzętom naszym milczącym głos zamarły wyzwól,

piórom ześlij wytchnienie, papier zostaw bez liter,

niech przemówią znad półek książki kurzem przybite,

krajobrazy więzione na płótnach

niech zejdą w pokoje nasze -

 

Za wszystkie rzeczy smutne,

za wszystkie serca maszyn

prosimy Cię, Panie.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

"Śpiew murów" - Gajcy Tadeusz

środa, 03 marca 2010 22:06

Nocą, gdy miasto odpłynie w sen trzeci,

a niebo czarną przewiąże się chmurą,

wstań bezszelestnie, jak czynią to dzieci,

i konchę ucha t a k przyłóż do murów.

 

Zaledwie westchniesz, a już cię doleci

z samego dołu pięter klawiaturą

w szumach i szmerach skłębionej

zamieci minionych istnień bolesny głos chóru.

 

"Bluszczem głosów spod ruin i zgliszcz

pniemy się nocą na dachy i sen,

tobie, Warszawo, w snach naszych śnisz,

nucąc wrześniami żałobny nasz tren." -

 

Biegłam rankiem po chleb do piekarni

(a chleba dotąd czekają tam w domu),

a ja leżę z koszykiem bezradnie,

tuż za rogiem, nie znana nikomu... -

 

Właśnie ręką chwytałem za granat,

żeby czołgi przywitać nim celnie,

ziemia była spękana, zorana -

nagle świat mi się zaćmił śmiertelnie... -

 

Myśmy obie wyniosły na noszach,

jeszcze kocem okryły mu nogi,

bo krzyczeli dokoła, że pożar...

Ja na świstku pisałam: "Mój drogi..."

 

"Bluszczem głosów spod ruin i zgliszcz

pniemy się nocą na dachy i sen,

tobie, Warszawo, w snach naszych śnisz,

nucąc wrześniami żałobny nasz tren."

 

Słuchaj tych głosów żałosnych żarliwie,

nim brzask poranny uciszy je w niebie

i nowe miasto w napiętej cięciwie

dni tryumfalnych na nowo pogrzebie.

 

Słuchaj tych głosów, bo po to szczęśliwie

ocalon został w tragicznej potrzebie,

byś chleb powszedni łamał sprawiedliwiej

i żył za tamtych i za siebie lepiej.

*

Jak nie kochać strzaskanych tych murów,

tego miasta, co nocą odpływa,

kiedy obie z greckiego marmuru -

i umarła Warszawa, i żywa.


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

"Wiersz o szukaniu" - Tadeusz Gajcy

wtorek, 23 lutego 2010 23:16

Ile rąk, ile spojrzeń,

ile melodii trzeba w śnie -

 

Nie wiem ja i ty nie wiesz,

i nikt wiedzieć nie może,

ile rąk, ile spojrzeń,

ile melodii - kto wie?

 

Czy na łodydze z zapachu i barwy,

czy na liściu płaskim, który wyrzeźbił wiatr

i czy naprawdę zielonym blaskiem, czy naprawdę -

przez jedną chwilę czy przez wiele lat?

 

A przez westchnienia leniwych żmij

zwiniętych płasko w księżycowej mgle,

a przez usta syczące jeżyn,

a przez kwiaty wysokie i prężne

iść źle.

 

Więc śpij -

 

Czy wcześniej, czy później nocą ci się przyśni

koronkowy fosforyczny kształt -

Nikły płomyk leśny biały sen wyciśnie

i obudzisz się z otwartą dłonią, jakbyś zerwać i pogonić chciał.

 

Więc śpij -

 

Pożeglujesz powiekami wstecz

i ramiona wyrzucisz za krawędź -

a tam - z puchu księżycowy mlecz

tańczy w igłach drzew chwiejnych i barwnych.

 

Mchy spienione suną jak obłoki

przygwożdżone łodygami grzybów -

nie odróżnisz - płomyk jest podobny

do malutkich owadów nieżywych.

 

Pożeglujesz powiekami naprzód

i ramiona utulisz jak dziecko -

może zawołasz do kwiatu, lecz nie odpowie ci na to -

i zapłaczesz w księżycowym mleczu.

 

Ale to nic, tak trzeba,

tak trzeba, abyś nie wiedział,

ile rąk, ile spojrzeń,

ile melodii w śnie - aby znaleźć,

aby dotrzeć

i oprzeć powieki najprościej

o koronkowy fosforyczny kształt.

 

Więc śpij -

 

Przecież nikt wiedzieć nie może,

a ty byś chciał?


Podziel się
oceń
2
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

"Wstecz" - Tadeusz Gajcy

wtorek, 23 lutego 2010 23:11

Nad tych kwiatów wysokich sierścią

grom cieniutki, a jednak stuka

i w widnokrąg jak w strzechę lub w pierścień

wpływa zwięzły jak chłodna jaskółka.

Rąk złożonych wygasło już gniazdo,

odkąd sercem zmarszczonym czekam

pod tym gromem jak wieża lub klasztor,

na tych kwiatach jak ciemna kolebka.

 

Tak być musi, tak będzie do kresu.

Znów potoczę przed sobą dźwięk,

ale łuny cielistej brzeszczot,

mowę broni przypomni mi sen...

I nad walki skupionej tęczą,

w drzew kolumnach i wodzie czarnej

echo małą żelazną piosenką

w młodość wróci po zrudziały laur.

 

Jaki ton unieść mocno, by ślad

wołań tamtych pozostał pusty.

Pod obłoków jaskrawych wypluskiem

grom pogodny opada jak kwiat,

i nad słowem mierzonym męsko,

w którym dym szeleszczący ostygł -

tak być musi - oznajmia - do kresu

twego żalu i śmiesznej miłości.

 

Nigdy dalej niż jawa i sen.

Nigdy więcej. Nad kwiatów orszakiem

rozchylonych płomieniem trojakim

stoję czujny. Ptaka płynny weń

wprost weselny - wita słowo pierwsze,

gdy wpatrzony w malejący pocisk

snu zbrojnego - unoszę

Jak serce chmurny pejzaż upartej młodości.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

"Kantyczka wołania pełna" - Gajcy Tadeusz

sobota, 13 lutego 2010 0:29

Gwiazdy niejasnej prowadzony wzorem

po napój sięgam i jadło.

Który ognistą koronę

na czoło sczerniałe kładziesz,

nad rąk pochyłością senną

innego nie buduj domu,

jeśli nie zdołasz z kamienia

głosu ludzkiego wydobyć.

Który przeczuty choć ciemny

nad wodą dymiącą stałeś

nie schylaj nieba ku ziemi

jak ptaka schylasz nad gałąź,

nie wódź nas dźwiękiem

i rzeczą i barwie pióro świecące

odejmij - jeśli twa wieczność

łunę zapomni i pocisk.

Po napój sięgam i jadło,

który daleki niebu

znaki tajemne kładę

i kamień dzielę od chleba,

zabierz mi snów kwiecistość

i w węgiel zamień mą pracę,

jeśli jak gwiazda kosmiczny

wiekiem niewdzięcznym pogardzę.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

"Żebrak smutku" - Tadeusz Gajcy

czwartek, 11 lutego 2010 23:37

Światłom jak kurantom złocistym

przebiegł drogę człowiek po drobniutkim świście -

chitynowy niemal.

 

Dziewczyna stojąca na skraju melodię nakryła fartuchem

jak liściem.

Usta miała maleńkie i prędkie,

a szyszka świeciła w jej ręku

jak klejnot albo lusterko.

 

Po śpiewie człowiek się wspinał,

grzbiet wygarbiał jak owad,

pewnie płakał - bo w słowach

jak w bursztynie trzy łzy miał -

 

Za firanką z barw motylich,

za szybą z źrenic rybich

lepili właśnie serce z gliny

dla smutnych i nieżywych.

 

Serce było z kształtu jak szyszka,

a śpiewało - jak dziewczyna śpiewa,

więc choć człowiek jak deszcz się przemykał,

ujść nie zdołał -

i wrócił, by żebrać.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

"Wstecz" - Tadeusz Gajcy

czwartek, 11 lutego 2010 23:31

Nad tych kwiatów wysokich sierścią

grom cieniutki, a jednak stuka

i w widnokrąg jak w strzechę lub w pierścień

wpływa zwięzły jak chłodna jaskółka.

Rąk złożonych wygasło już gniazdo,

odkąd sercem zmarszczonym czekam

pod tym gromem jak wieża lub klasztor,

na tych kwiatach jak ciemna kolebka.

 

Tak być musi, tak będzie do kresu.

Znów potoczę przed sobą dźwięk,

ale łuny cielistej brzeszczot,

mowę broni przypomni mi sen...

I nad walki skupionej tęczą,

w drzew kolumnach i wodzie czarnej

echo małą żelazną piosenką

w młodość wróci po zrudziały laur.

 

Jaki ton unieść mocno, by ślad

wołań tamtych pozostał pusty.

Pod obłoków jaskrawych wypluskiem

grom pogodny opada jak kwiat,

i nad słowem mierzonym męsko,

w którym dym szeleszczący ostygł -

tak być musi - oznajmia - do kresu

twego żalu i śmiesznej miłości.

 

Nigdy dalej niż jawa i sen.

Nigdy więcej. Nad kwiatów orszakiem

rozchylonych płomieniem trojakim

stoję czujny. Ptaka płynny weń

wprost weselny - wita słowo pierwsze,

gdy wpatrzony w malejący pocisk

snu zbrojnego - unoszę

Jak serce chmurny pejzaż upartej młodości.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

"Groteska bardzo smutna" - Tadeusz Gajcy

czwartek, 11 lutego 2010 23:17

Niby kosmiczny delfin

niebem, które nazywasz różnie,

przebywa ziemską przestrzeń

apokalipsy ciało duże.

 

Zaiste, straszne jest,

gdy w oko spojrzy nagle

i jak twój głos i cień

wytrwałym pójdzie śladem.

 

Gdy ręką dotknie zimną

blasku chwiejnego pełną...

na próżno mówisz: siło,

niech ci otworzę niebo,

 

przepadnij, zostaw nas

u rzek niebieskich ściegu,

nie chcemy twoich gwiazd

i ognistego wieku.

 

Powracaj. Kiedyś w książce

na liter strojnym łańcuchu

stałaś grożąca jak Mojżesz

z gromem napiętym na łuku...

 

Czytelnik srebrny pod drzewem

święty - jak mówi pismo -

kruszył w śpiewaniu wersety

i wzywał: apokalipso.

 

Teraz - ty w górze straszna, my - nisko,

ty nas nie odczytasz, my ciebie

i wspólne nasze nazwisko

ku jakiej drodze nas wiedzie?

 

Jeśli nad ciałem gromnicznym

wołać nam wolno i ręce

składać na kolbę i krzyżyk,

czas kamienować niewdzięcznie -

 

nie daj, strzegący kresu,

by potem w kraju pszenicznym

nasze rumiane dzieci

bawiły się w apokalipsę.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

"Noc" - Tadeusz Gajcy

środa, 10 lutego 2010 22:14

Czy we śnie daremnym, w przypomnieniu

leżę pod światłem, co jak koral

stacza się prędko? Oto pora,

gdy cienie kwiatów w fali wartkiej

pływają ciężkie niby karpie

w księżycu srebrne. Owad równy

jest człowiekowi, ptak zwierzęciu,

gdy niebo budząc nas jak struny

albo ściszając swym dotknięciem

odchodzi ciemne pod powiekę.

 

Żebym pamiętał: równy jestem

łunie różowej, która przestrzeń

w drzewo kolorów nagłych zmienia.

Żebym rozumiał: nawet salwie,

gdy przez powietrze idzie lekkie

jak dzwon od chłodnych drzwi milczenia.

I żebym mówił: równy jestem

sarn sobie leżąc w śnie jak wyspa,

gdy niebo białe jest jak papier,

a ziemia wciąż nierzeczywista

i zarys kwiatów dnem przechodząc

tężeje w kamień, w kość woskową;

a ja w daremnym przypomnieniu

dzieciństwa kształt przybliżam jasny:

obłoków góra, nad nią księżyc

i wiatr gołębi ponad lasem, woda wesoła,

szelest ryby wśród lilii wodnych. Przecież wiem:

daremny serca strumień jest,

przebytym snom nie będę równy.

 

Lecz noc mnie czeka wciąż podobna

do tamtych nocy, kiedy koral

światła się zniżał. Cień w obłokach

jest cieniem moim jak olbrzyma,

a przecież ręka jest pokorna

i ciało kruche leży płasko.

Żebym pamiętał: jest ojczyzna

w gałązce dymu, w ogniu blasku,

a ja nakryty śniegiem chmury

ziemi tej skąpej jestem równy.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

"Przejście" - Tadeusz Gajcy

środa, 10 lutego 2010 22:13

Za grotem mej dłoni - tam przestrzeń wiecznie blada,

w której przejrzysty księżyc jest

jak fragment białej chmury albo anioła sandał

zgubiony na powietrzu. Nieść

cierpliwie trzeba obraz kończący się u wrót

nikłego horyzontu - lecz dłoń przegina ciężar

i ciało błyska trwożnie, kiedy obłoczny strój

opada bez szelestu i dana jest wiedza

tym dłoniom, które niosą,

tym ciałom, które drżą:

nie przejdziesz cienia ręki powietrzem niby mostem

i w obraz się zamienisz twych ojczystych stron.

 

Więc włosy będą - płomień lub ognisty krzak.

A ręka, która światło zbierała jak owoc,

odrośnie nagłym słupem i głąb fioletową

roztrąci dzwoniąc w okna, za którymi ręce,

człowiecze ręce w płomień zanurzone świecą.

I jak źródełko rtęci w twej piersi będzie serce

pulsować krwawym łukiem spadającym w wieczność.

Więc stopy będą kamień u pielgrzymiej drogi,

która początku nie ma, nieznany jej kres,

lecz oczom jest jak piorun w schyleniu pokornym

zmęczonej ciężkiej głowy. A nad nią księżyc jest

jak fragment białej chmury albo anioła sandał

w przestrzeni zawieszonej do palców, których cień

rysuje krzyż radosny i nad głową splata

pięć gwiazd oznajmujących twą konieczną śmierć.


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

"1942. Noc wigilijna" - Tadeusz Gajcy

środa, 10 lutego 2010 22:00



Wieczorny szatan monetę zimną                                                                                             

ważył na dłoni...

Parzyła izby zamieć świeczek,

kiedy śmieszne figurki zatargały jak w dzwonnicach sznurkiem,

uniosły stopy na bojaźliwy centymetr -

nie mogły odlecieć.

 

Wplatał lepkie palce w oczy śnieg,

no i szeptał, uporczywie szeptał;

szatan załkał w szubienicę jak w flet

i rozwiesił płacz w drzewie jak szkiełka.

 

Więc choinka. - A na sznurku pajacyk,

kolędować Małemu, niech krzepnie,

pójdź - złóż dary - nie wystarcza popatrzeć -

drzewko smutne, a u ciebie świece.

 

Lulajże w powrozie, lulajże na haku,

niech się wyśni obrus biały i błyszcząca jodła.

 

Szept przygarnął - z tego szeptu twój opłatek

i ojczyzna ciemniejąca w nagłych gwiazdach z ognia.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

"Przesłanie" - Tadeusz Gajcy

środa, 10 lutego 2010 21:56

Wywiodę noc wiosenną przed zwalony dom -

a nad nim biała stoi Niedźwiedzicy struna

jak dymu wędka piękna albo kształt pioruna -

i bieg ciepłego nieba otworzę pod rąk

promieniem pełnym łaski. Przez pejzażu próg

odejdę rózgi olszyn zginając jak pasterz

na traw spokojny deseń, jezior sady płaskie,

tam kwiat ukośny błyska jak krzemienny zdrój.

Opowiem wszystkie dzieje raz jeszcze wargą pełną,

przywrócę ogień ścianom, ziemi rozpacz ciał

i łzę jak krwi kruszynę zawieszę pod powieką,

jak On planety bryłę w księżyca zmienił kształt.

Byście na niebo patrząc poznali ognia szyszkę

i ziemię z nim spojoną, i twarz człowieczą w nim,

i rąk muzykę niemą jak strun rozbitych skrzypiec,

gdy ołów w serce mierzył jak topór srebrny w pień.

Byście przymknięciem oczu mówili: właśnie tutaj,

gdzie namiot sosny burej i ornat wąskich rżysk,

łamali siwą młodość łagodni tak i smutni

w płomieniu dom budując jak szafot albo krzyż. -

Nie my, samotni w czasie, ujmiemy w rękę twardą

obłoków kontur cenny i ziemi ufnej kwiat,

jak rzeźba wpół-złamana, ale miażdżąca prawdą

jest trudne słowo nasze i krótki męski płacz.

Wywiodę ton ostatni w tej wiosennej nocy

pod Niedźwiedzicy posępnej sercem,

byście mówili: narodzeni z miłości nie chcemy więcej.


Podziel się
oceń
1
2

komentarze (0) | dodaj komentarz

"Jezioro" - Tadeusz Gajcy

wtorek, 09 lutego 2010 11:46

Jak odnajdziesz mokrą nutę w kropli głosu?

 

Masz usta złożone do snu,

a tu próchno świeci w oczach, w kwiatach ognie -

Skrajem jawy uciekać musisz,

bo się zgubisz w ostrych liliach, nie powrócisz,

bo w jeziorze stopisz włosy i sen zmoknie.

 

Jak odnajdziesz mokrą nutę w lustrze nowiu?

 

Masz usta złożone do snu, a tu sieć, a tu mróz,

a tu blask - Blask łzę rzeźbi i różową siecią łowi,

nie chodź w lilie - jesteś boso,

wróć się jeszcze, sen rozgarnij póki czas.

 

Czy odnajdziesz, czy zrozumiesz, że jej nie ma?

Każda nuta sięga dna, a najgłębsza - mokra,

syczy próchno, oczy pali, w kwiatach blask,

zasłoń oczy, kwiaty uzdrów - bo cię ziemia

snem ominie, strąci w lej i zamieni w kroplę.

 

Daj się baśni poprowadzić, gdzie na spodzie kule gniazd,

gusła w pąkach, sine ryby jak wieczornych świateł nurt,

trzciny lękiem wędrujące pod melodię wody bór 

każ się baśni poprowadzić, a wzorzysta będzie baśń 

 

Może nie wiesz, pewnie nie wiesz, jest w jeziorze zwierz -

Kiedy staniesz kruchą twarzą nad kielichem lilii,

odwróć skronie - ogień pryska, więc nie próbuj się pochylić,

bo nie wrócisz, bo pod stopą próżnia zamiast mostu,

a to woda, tylko woda - a gdy weźmie, już nie odda -

może nie wiesz, pewnie nie wiesz: masz usta złożone do snu.

 

Zwierz ma kudły z długich wierzb, a na grzbiecie plamkę,

nie wierz nutkom, nawet tej, co ma skrzypki blade -

Skrzyp po fali, skrzyp po rzęsach i w jezioro ciężka łza

pada z pluskiem, łuski wodzi, sen zamyka, gasi blask

 

Skrajem jawy uciekaj, uciekaj,

bo zwierz z toni odmyka powieki -

 

nie odnajdziesz, bo głęboko, bo bez dna.


Podziel się
oceń
1
1

komentarze (0) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


sobota, 25 listopada 2017

Licznik odwiedzin:  290 716  

Pamiętamy...

Zawitało gości: 290716
Poezja powstańcza
  • liczba: 457
  • komentarze: 727
Ranni Różą
  • liczba zdjęć: 76
  • komentarze: 14
Bloog istnieje od: 2896 dni
Osób online:

Wizytówka


Lacrima Noctis

W świecie poezji czuję się jak ryba w wodzie. Specjalizuję się w średniowiecznej literaturze francuskiej i włoskiej. Pracuję jako tłumacz języka włoskiego. Bliska memu sercu jest poezja okresu okupacji (zwłaszcza powstańcza). Oddaję w wasze ręce bloga, gdzie znajdziecie wiele chwytających za serce wierszy będących dowodem nie tylko literackiego kunsztu, ale również bohaterskiego oddania ojczyźnie. Pozdrawiam PS: Wszelkie pytania, prośby czy uwagi odnośnie strony proszę wysyłać na adres: zeraphine@vp.pl

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Uwaga!

Wszelkie pytania, prośby czy uwagi odnośnie strony proszę wysyłać na adres: zeraphine@vp.pl

PS: Moja strona nie wspiera żadnego ugrupowania politycznego!

Kalendarz

« listopad »
pn wt śr cz pt sb nd
  0102030405
06070809101112
13141516171819
20212223242526
27282930   
Teksty i informacje na stronie zostały zaczerpnięte m.in. z...
"Warszawa Baczyńskiego" W. Budzyński, "Testament Krzysztofa Kamila” W. Budzyński, "Taniec z Baczyńskim” W. Budzyński, "Miłość i śmierć Krzysztofa Kamila" W. Budzyński, "Ranni różą: Poeci walczącej Warszawy" Antologia, "Sylwetki polskich pisarzy współczesnych" L.Bartelski, "Pieśń niepodległa. Pisarze i wydarzenia 1939-1942" L.Bartelski, "Ojczyzna z drżącego płomienia" T. Gajcy, "Pamiętniki żołnierzy baonu "Zośka": Powstanie Warszawskie" praca zbiorowa, "Pamiętnik z powstania warszawskiego" M.Białoszewski, "Warszawski pierścień śmierci 1939-1944" Władysław Bartoszewski, "Poezja Polski walczącej" Jan Szczawiej

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

O moim bloogu

Powstanie Warszawskie oraz poezja poetów tamtego okresu (i nie tylko): K.K. Baczyński, T.Gajcy, M.Białoszewski, W.Bojarski, K.Krahelska, W.Mencel, Z.Stroiński, A.Trzebiński i inni...

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Polecam...

Photobucket Photobucket Photobucket Photobucket

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Pytamy.pl

Pytamy.pl