Ma Warszawa gdzieś pod ziemią
Żołnierzy walecznych rój
Siły jej ukryte drzemią
Czekając hasła na bój
Baczność! Brzmi Geesów Zew
I żołnierski śpiew
Szarych szeregów roty
Wskrzesi świt promienny złoty
Gdy w bój wyruszą na zew
Nie złamie Pawiak ducha
W podziemiach będziemy żyć
Rozrobimy także Szucha
Gdy przyjdzie rozkaz by bić
Baczność! Gdzieś w podziemiach tkwi
Słońce przyszłych dni
Lecz przyjdzie dzień gdy wstanie
I sprawimy Niemcom lanie
O którym każdy dziś śni
Patrzy Polska na Warszawę
Na nieustanny jej trud
A w Warszawie dni są krwawe
W podziemiach pracuje lud
Baczność! My podziemi huf
My ziszczenie snów
Gdy przyjdzie czas - na wroga
Pójdziem wszyscy w imię Boga
By polska ożyła znów.
J. Szczepański
Projekt multimedialny „Ptaki powrotne”, oparty na poezji Krzysztofa Kamila Baczyńskiego, w tym piosenki poetyckie w wykonaniu Basi Raduszkiewicz z muzyką Janusza Lipińskiego w aranżacji Jarosława Kordaczuka, książka poetycka z grafikami Łukasza Rayskiego oraz teledyski inspirowane poezją Baczyńskiego

http://www.jarekkordaczuk.pl/ptaki-powrotne.html
http://pl-pl.facebook.com/people/Ptaki-Powrotne/100000369654224
Utwór inspirowany historią i poświęcony bohaterom Plutonu Głuchoniemych, który walczył w Powstaniu Warszawskim.
Sierpniowy żar leje się z nieba
i choć byś chciał to nie ma przebacz
musisz tu stać, a pot się leje
za nami wyludnione Ujazdowskie Aleje
cień bramy daje chwilowe schronienie
trzeba tu stać, patrzeć co się dzieje
kto próbuje nerwy złamać żartem
nikomu do miechu, pełnimy wartę
trzeba pilnować gimnazjum Jadwigi
inni patrzą jak rozmawiamy na migi
o tym jak Niemcy uciekli do "Imki"
o tym jak nasze będą w koło budynki
nie musisz słyszeć by walczyć z wrogiem
nie musisz słyszeć by walczyć o swój dom
nie musisz słyszeć by za innych skoczyć w ogień
gdy serce bije głośniej od bomb
mówimy o wolności, choć nie znamy mowy
nie znamy strachu, choć wciąż wyją "Krowy"
widzimy lepsze jutro, choć złe tu czasy
ktoś pokazuje nam w górze "Sztukasy"
i teraz bieg przez spalony dom
cisza, choć serce bije głośniej od bomb
chwila na oddech w jakiejś piwnicy
-popraw opaskę i zacznij liczyć!
na trzy wypadamy od razu pod ostrzał
późniejszy upadek będę czuł w kościach
oficer z kraju, co próbował nas zdusić
będzie zdumiony, że walczyli z nim głusi
gdy stoimy tak dziś przy brzozowych krzyżach
a godzina "W", choć odległa, się zbliża
to nasze serca znów ogarnia duma
że dzięki Wam ten kraj nie umarł
że choć nie raz Wy cierpieliście katusze
ja teraz tu walczyć już nie muszę
to o pamięć Was teraz trwa walka
więc kilka słów o Was na tych kartkach
i Ty kiedy słuchasz moich słów
pokłoń się za Nich, jakąś modlitwę zmów
podziękuj Im, wiem, że też to czujesz
nawet, jeśli nie słyszeliby Twego "dziękuję"
nie musisz słyszeć by walczyć z wrogiem
nie musisz słyszeć by walczyć o swój dom
nie musisz słyszeć by za innych skoczyć w ogień
gdy serce bije głośniej od bomb
A kiedy będę umierać,
skoro umierać mam,
ty nie bądź przy tym i nie radź:
już ja potrafię sam.
Ja chcę mieć oczy otwarte
i podniesioną skroń,
chcę umrzeć ot tak - na wpół żartem,
a w ręku niech będzie broń.
Niech mi przywieją wiatry
brzęczenie dalekich pszczół,
niech Wisłę zobaczę i Tatry,
wszystko, com kochał i czuł.
Wystarczy, żeby mnie uczcić,
czyjś krótki, serdeczny płacz.
Przyjaciele niech przyjdą narzucić
na trupa żołnierski płaszcz,
niechaj złożą mnie w ziemię czerstwą,
tam gdzie padnę - na świecie gdzieś,
niechaj wspomną moje żołnierstwo
i niepodległą pieśń,
a potem niech idą w pola
ojczyste krew przelać z żył.
Taka jest moja wola.
Po tom śpiewał i żył.
W najnowszym numerze Focus:Historia dwa artykuły, na które szczególnie warto zwrócić uwagę: Pierwszy artykuł, z okładki, "Co czuli zabijając?"- Jedenaste:Zabijaj! porusza ciężki, ale jakże istotny temat psychiki żolnierzy AK, którzy często nie odczuwali wyrzutów sumienia z powodu przelania niemieckiej krwi. Polecam! Kolejna strona, na której warto się zatrzymać to Wywiad z Józefem Walaszczykiem, polskim Schindlerem, wiceprezesem Polskiego Towarzystwa Sprawiedliwych Wśród Narodów Świata, który w czasie wojny uratował ponad 50 Żydów.

They kept you, little son, from dreams like trembling butterflies,
they wove you, little son, in dark red blood two mournful eyes,
they painted landscapes with the yellow stitch of conflagrations,
they decorated all with hangmen’s trees the flowing oceans.
They taught you, little son, to know by heart your land of birth
as you were carving out with tears of iron its many paths.
They reared you in the darkness and fed you on terror’s bread;
you traveled gropingly that shamefulest of human roads.
And then you left, my lovely son, with your black gun at midnight,
and felt the evil prickling in the sound of each new minute.
Before you fell, over the land you raised your hand in blessing.
Was it a bullet killed you, son, or was it your heart bursting?
March 20, 1944
'Elegia o Chłopcu Polskim'
Oddzielili cię, syneczku, od snów, co jak motyl drżą,
haftowali ci, syneczku, smutne oczy rudą krwią,
malowali krajobrazy w żółte ściegi pożóg,
wyszywali wisielcami drzew płynące morze.
Wyuczyli cię, syneczku, ziemi twej na pamięć,
gdyś jej ścieżki powycinał żelaznymi łzami.
Odchowali cię w ciemności, odkarmili bochnem trwóg,
przemierzyłeś po omacku najwstydliwsze z ludzkich dróg.
I wyszedłeś, jasny synku, z czarną bronią w noc,
i poczułeś, jak się jeży w dźwięku minut - zło.
Zanim padłeś, jeszcze ziemię przeżegnałeś ręką.
Czy to była kula, synku, czy to serce pękło?
Barbara stands at the mirror
of silence, and her hands reach
to her hair; in her body of glass
she pours silver droplets of speech.
And then like a water pitcher
she fills with light, and soon
she has taken the stars within her
and the pale white dust of the moon.
Through her body’s trembling prism
white sparks of music will leap
while ermine will creep through her
like the downy leaves of sleep.
Bears are rimed in its hoarfrost
with polar starlight imbued
and a stream of mice pours through it
in a clamorous multitude.
Till slowly she drifts into sleep,
filled all with milky white,
while time melodiously settles
deep down, in a tumble of light.
So Barbara’s body is silver.
The ermine of silence within
arches its white back softly
at the touch of a hand unseen.
January 4, 1942, three o’clock in the morning
Translated by Bill Johnson
Może po tamtej stronie nikogo już nie ma
z tych, których kocham, z tych, do których tęsknię.
Może i Twego życia tragiczny poemat
na przedostatnim wierszu urwał się przedwcześnie.
Może po tamtej stronie nikt mnie już nie czeka,
może opadły ku mnie wyciągnięte ręce,
może i z Twoich oczu ostatnia łza ściekła,
może i Twoje serce już nie bije więcej...
Może jest tak - ucieczki nie szukam w złudzeniach
i prawdzie dni idących w oczy patrzę śmiało,
bo wiem, że z prochem ludzkim przemieszana ziemia
nie zginęła i przez nią żyje Twoje ciało.
I okrzyk, co na wargach zbolałych dogasał,
żyje stokrotnym echem w partyzanckich pieśniach,
chodzi po drogach polskich, krąży w polskich lasach
i Ciebie każda piędź tej ziemi ucieleśnia.
Do tej ziemi przypadnę, całować ją będę
i ukojenie znajdę, gdy przytulę skronie,
z tą ziemią się zespolę, tę ziemię zdobędę,
- Ziemię polską, co czeka nas po tamtej stronie
Przy lampce karbidowej lub świeczce z choinki
Jakże słodko jest wkuwać wiedzę zakazaną,
Jak smakuje kartofel z przymarzniętej rynki,
Jak inaczej się wstaje w ciemne, zimne rano.
Jakiż posmak przygody ma lekcja w komplecie!
Syzyfowych prac Radka wyblakłe przykłady,
Duchem puszczy i Mayem już nas nie weźmiecie,
Myśmy sami przygodą, tamto - wzorek blady.
W rękawach naszych ubrań łatami upstrzonych
Dynamit gazetkowy przenosimy skrycie.
I w marzeniach conocnych, jeszcze nie wyśnionych,
Do wielkości tęsknimy, jak ongiś rodzice.
A zanim świt nie spłoszy koszmaru niewoli,
My, krucjata najmłodszych, chociaż bez oręża,
Na ulicach rzucamy w trwarz czelnie wrogowi
Magiczne z kredy słowa, że Polska Zwycięży!
Żołnierze szli do niewoli,
ludzie patrzyli w milczeniu,
ludzie stali w milczeniu
po obu stronach ulicy.
Najmłodszy żołnierz nie miał palta,
nadbiegła z paltem kobieta,
żandarm zagrodził jej drogę,
biegła, płakała.
Ludzie patrzyli w milczeniu,
żołnierze szli do niewoli,
najmłodszy żołnierz miał dziesięć lat.
Poprzez strzępy kamienic, przez murów kikuty
Z bokiem na bok ulicy, omijajšc cegły,
Jechałem i patrzyłem na szczątki reduty,
Od których szedł po kraju powiew niepodległy
Z dymem zgliszczy zmieszany, wzrastając na sile,
Z którego już w dni parę legenda wyrosła,
Idzie powiew z Warszawy. W tej wielkiej mogile
Jest coś jeszcze prócz śladów krwawego rzemiosła
...Utracona...
I do mnie wołano z tych grobów ulicznych,
Z wytrzeszczonych pustych okien oczodołów,
Lecz ja nie rozumiałem tragicznych wyrazów
Ani niemej wymowy spalonych kościołów.
I nic w tym nie widziałem oprócz okropności,
I niczego nie czułem, tylko że mnie boli.
Ja nie mogłem zrozumieć owych ran świętości
Ani ceny honoru - bom nie znał niewoli.
8. II. 1941
Gdy wigilijne dzwony miasto rozkołyszą,
niech ścichnie dzwon, co bił najgłośniej -
me serce. Wstrzymaj je i natchnij wielką ciszą,
bym słuchał śpiewu z wysokości.
Lecz się rozpłynął w płaczu melodyjny anioł.
I tylko gwiazda betlejemska -
jak dawniej nam z żałobnym opuszczeniem ramion
idącym w noc tę - lśni nieziemska.
Kosztowne dary nieśli króle do stajenki,
my zasię - łzy i skrę pożarów...
O, Panie, weź nie z pysznej, ale z biednej ręki
ten dar najdroższy z wszystkich darów.

Chłopcze... chłopczyku, ile miałeś lat,
Kiedy z harcerza stałeś się żołnierzem?
Czyś na Starówce, czy na Woli padł,
Szarych Szeregów szary bohaterze?
Widzę cię - biegniesz, podtrzymując hełm,
Pod którym niknie śmiesznie mała głowa...
Słyszę, jak w biegu wołasz jednym tchem:
„Meldunek mam, meldunek z Mokotowa!"
Oddałeś Polsce swe dwanaście lat,
Tobie historia dodała wieki -
Cień dawnych powstań na murach się kładł,
Gdyś krył się w gruzach, pełzał przez zasieki.
Zasmuciła się piosenka,
pośród zgliszczy i ruin płynie.
Na ulicy granat pęka,
pada chłopak przy dziewczynie.
Ale słowa gonią dalej
o dziewczynie i piosence,
by znów w gruzy dom się zwalił
i ktoś znowu zginął w męce .
Leć melodio, leć najkrwawsza
ulicami mej stolicy.
Będziesz z nami już na zawsze
nad Powstaniem dymem wisieć.
Za dziewczynę ukochaną,
za piosenkę tę jedyną,
nie strach przeciw czołgom stanąć,
nie tak trudno młodo ginąć.
Do szturmu nam grają granaty,
Szrapnele nad nami się rwą,
Wybijają takt armaty
I jak werble kule grzmią.
Tych ogni daleki różaniec
Oświetla sczerniałą twarz.
Pod ten ogień, na ten szaniec!
To jest żywioł, żywioł nasz.
Bo nasza kompania
Do ataku zawsze rwie,
Bo nasza kompania
Z wszystkich przeszkód śmieje się.
Nasz szlak cały potem zalany,
Na drogach zakrzepła lśni krew.
A my naprzód w świat nieznany,
A na ustach jeno śpiew.
Służewiec, Czerniaków, Mokotów
I Chojnów pamięta bój,
Pośród ulic, domów, płotów
Zawsze naprzód, nigdy stój!
Już słońce wolności nam wschodzi,
Do czynu już brzmi złoty róg.
Pośród świeżej krwi powodzi,
Poprzez gruzy prowadź Bóg!
A jeśli kto padnie wśród boju,
Niech słodko o Polsce śni,
Niech go wieczny sen ukoi
I matczyne drogie łzy.
I znów wśród murów twych,
Stolico — ogień we włosach i błysk w oku;
skrzydłami wiejąc nad ulicą,
grzmi jasno rytm zwycięskich kroków.
I znów rozległy oddech w płuca.
I ściga znów wystrzały wystrzał —
sto ramion sztandar wzwyż wyrzuca
i światła źrenic bardzo błyszczą.
Więc „nie zginęła" i „niech żyje"!
Salwami trzaska słowo Polska.
Po broń sięgają ręce czyjeś
i rosną z ziemi, rosną wojska.
Żołnierski sen urasta w jawę;
Powstańcie! Rozkaz! — rzecz skończona.
Przez ogień idzie w złotą sławę
Niezwyciężona! Niezmożona.
I znów walczy dzielna stolica,
Znów spowiły ją łuny i dym —
I na krwią zbroczonych ulicach
Znów wolności rozlega się hymn!
Choć mundury nie zdobią nam ramion,
Choć nie każdy z nas nawet ma broń —
Cała ludność Warszawy jest z nami,
Każdy Polak podaje nam dłoń!
Bo my — walcząca Warszawa,
Złączona ofiarą krwi...
Nasz cel — to honor i sława,
Potęga przyszłych dni!
Nieznane jest nam słowo „trwoga",
Nie zgnębi nas zdradziecki wróg!
Kto żyw, ten z nami, na wroga!
Tak nam dopomóż Bóg!
piątek, 18 maja 2012
Licznik odwiedzin: 70 795 (wersja testowa)
Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:
Wszelkie pytania, prośby czy uwagi odnośnie strony proszę wysyłać na adres: zeraphine@vp.pl
PS: Moja strona nie wspiera żadnego ugrupowania politycznego!
| « maj » | ||||||
| pn | wt | śr | cz | pt | sb | nd |
|---|---|---|---|---|---|---|
| 01 | 02 | 03 | 04 | 05 | 06 | |
| 07 | 08 | 09 | 10 | 11 | 12 | 13 |
| 14 | 15 | 16 | 17 | 18 | 19 | 20 |
| 21 | 22 | 23 | 24 | 25 | 26 | 27 |
| 28 | 29 | 30 | 31 | |||
Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:
Powstanie Warszawskie oraz poezja poetów tamtego okresu (i nie tylko): K.K. Baczyński, T.Gajcy, M.Białoszewski, W.Bojarski, K.Krahelska, W.Mencel, Z.Stroiński, A.Trzebiński i inni...